Wywiad z pochodzącym z Grabówki Damianem Bykowskim, aktualnym wicemistrzem Pucharu Polski w Motocrossie.

Damianie, Motocross to Twoja pasja już od dziesięciu lat. Jak to się wszystko zaczęło?

Pasją zaraził mnie mój tata. Kiedyś to on jeździł na motorach. Nie długo trzeba było czekać, żebym ja również załapał bakcyla. Zaczęło się niewinnie – od jazdy rekreacyjnej. Był też moment, kiedy mi się to po prostu znudziło, wszyscy z którymi jeździłem byli ode mnie dużo starsi. Wróciłem do tematu pod koniec liceum i tak mi się to spodobało, że zacząłem startować w zawodach. Pierwszy poważny sezon był w 2014 roku, kiedy wystartowałem w Mistrzostwach Polski w Motocrossie.

Co było wtedy najfajniejsze?

Zdecydowanie rywalizacja. Małe sukcesy, a wiadomo - apetyt rósł w miarę jedzenia. Wiele emocji dostarczały mi też same wyjazdy. Dzięki zawodom sporo podróżuję, poznaje wielu fajnych ludzi, z którymi nawiązuje przyjaźnie. Mogę śmiało powiedzieć, że niewiele jest miejsc w Polsce których nie odwiedziłem. 

Kiedy pojawiły się pierwsze sukcesy?

W 2015 roku po raz pierwszy stanąłem na podium Mistrzostw Polski w Motocrossie. To bardzo dużo dla mnie znaczyło. Wiąże się z tym fajna historia. Tydzień przed zawodami bardzo źle się czułem. Dostałem ataku wyrostka, nie miałem siły się podnieść z łóżka. Udział w zawodach stał pod dużym znakiem zapytania. Dzień przed zawodami dałem sobie ostatnią szansę. Stwierdziłem, że jeżeli wytrzymam godzinę jazdy na rowerze to może jakoś podołam podczas wyścigów. Ból był straszny, miałem skurcze, ciężko było mi się wyprostować. Ale im dłużej jechałem na rowerze, tym robiło mi się lepiej. Nie myśląc długo, zadzwoniłem do taty i powiedziałem: „Pakujemy się i jedziemy do Lidzbarka Warmińskiego”. Nie żałuje tej decyzji, na zawodach doszła adrenalina, ból dalej towarzyszył… ale był znośny. Poszło mi wtedy naprawdę super, walczyłem do końca i po raz pierwszy stanąłem na podium w zawodach tak wysokiej rangi. Od tamtej pory wiem, że jak na czymś mi zależy to nigdy nie można się poddawać.IMG 6357 edited min

To piękna historia. Tata jest twoim motywatorem do dzisiaj?

Tak, właściwie bez niego ani rusz. Jeździ ze mną na praktycznie każde zawody. Myślę, że sam się też dzięki temu realizuje.

Czyli spełniasz nie tylko swoje marzenia, ale też marzenia taty?

Myślę że tak, jest to dla mnie spora motywacja - żeby był zadowolony i dumny z mojej jazdy czy wyników. Najlepiej jest przecież mieć z kimś dzielić pasję.

A jak twoja mama do tego podchodzi, bo podejrzewam, że w domu sporo rozmawiacie o motorach?

(Śmiech) Wbrew pozorom bardzo mało. Na co dzień razem z tatą prowadzimy firmę, dlatego te tematy możemy poruszać w pracy. Ale nie da się ukryć, że ta pasja stanowi dużą część życia mojej rodziny. Mama uwielbia to co robię, ale wiadomo, miałem już w życiu trochę kontuzji i ciężko zawsze patrzeć na to w samych superlatywach. Teraz należałoby spytać: „Co na to moja żona?” Hehe… Sporo już się w życiu wycierpiałem i mam tą świadomość, że jeszcze nie jedna trudność przede mną. Takie jest życie... Ale moi najbliżsi to akceptują. Wiedzą w głębi duszy, że gra jest warta świeczki. Jest wiele momentów w tym wszystkim, które to wszystko wynagradzają.

Czy istnieje dla Ciebie świat poza motorami?

Zdecydowanie tak. Jestem bardzo aktywną osobą. Uwielbiam biegać, jeździć na rowerze, eksplorować, podróżować, czy chodzić po górach. Lubię wielu rzeczy próbować. Kontakt z naturą jest dla mnie bardzo istotny. Staram się łączyć przyjemnie z pożytecznym. 

Jeździsz motorem na co dzień?

Wydaje się to śmieszne, ale na dzień dzisiejszy nie mam nawet prawa jazdy na motocykl. Nasze maszyny, którymi ścigamy się na torze - nie wymagają homologacji, są to zamknięte obiekty, a tam nie trzeba mieć uprawnień drogowych. Wymagana jest jedynie licencja sportowa. Jakoś tak specjalnie też mnie nie ciągnie, żeby jeździć motocyklem po ulicy. Widzę co się dzieje na polskich drogach, jest to niebezpieczne. W ogóle przeświadczenie, że moje zdrowie zależy w dużym stopniu od zachowań innych na drodze – mi nie odpowiada. Spełniam się w 100% na torach motocrossowych, na razie nie potrzebuje więcej emocji. Chociaż kiedyś kto wie… gdzieś tam w głowie mam wizje na jakieś podróże motocyklami typu Adventure. Obecnie zamiast tego wsiadam na rower i systematycznie robię sobie kilkadziesiąt kilometrów po naszej Puszczy Knyszyńskiej.

Wróćmy jeszcze do motorów i do twoich sukcesów. Przez lata sporo się ich zebrało.


Oczywiście parę takich kluczowych dla mnie było. W 2016 IMG 6370 edited minstanąłem na drugim miejscu podium w Pucharze Europy MACEC na Litwie. Trzecie miejsce na Mistrzostwach Polski w motocrossie w najwyższej klasie MX Open – rok 2017. Wygrana w Moto Ironman – Radom 2018 r. Drugie miejsce w całym cyklu Pucharu Polski w klasie MX Open z minionego roku - to również duży sukces.

Startowałem też w ramach odskoczni w podobnych dyscyplinach do motocrossu, takich jak: Cross Country czy Enduro - sporą część udawało mi się wygrać. Jednak nie sprawiło mi to nigdy tyle satysfakcji i frajdy co Motocross. Przy tym na razie pozostanę. 

 

Rozmawiał: Rafał Muskała

Autor zdjęć: Maciej Wierzbicki, UM Supraśl

 

lupe logo

 

Kalendarium

 Grudzień 2022 
PnWtŚrCzPtSoN
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Sesja Rady Miasta

Newsletter

Chcesz być dobrze poinformowany? Zapisz się.